W końcu przylazł.
- Wolniej to się nie dało? - mruknąłem. - Biegasz. - dorzuciłem wracając do mącenia wody i jedzenia lizaka.
- Cały czas biegam... Nie mogę się w końcu nauczyć jakiejś techniki? - zapytał.
- Czyżbyś nie dosłyszał...? - zacząłem teatralnie słodko. - Masz biegać. - warknąłem.
- Nie. - rzucił jedynie. Odwróciłem powoli głowę i spojrzałem na niego groźnie.
- Nie przeginaj dzieciaku... - rzuciłem ostrym głosem, nie cierpiącym sprzeciwu. - To jest moje polecenie, a ty masz je wykonać. - dodałem takim samym tonem.
- Nie. Bieganiem niczego się nie uczę. Stoję w miejscu. - odrzekł upierając się przy swoim.
- To nie jest prośba, to jest rozkaz. - warknąłem.
- A ja go nie wykonam. - odrzekł. Wstałem i podszedłem do niego z gniewem w oczach. Stanąłem tuż przed nim i zamachnąłem się. Białas przygotował się na uderzenie zagryzając zęby i zamykając oczy, jednak ja położyłem mu rękę na ramieniu. Po chwili otworzył zdziwiony oczy.
- Bardzo dobrze. Zadałeś test. - powiedziałem uśmiechając się do niego niewinnie.
- Co? Jaki test? - zamrugał zdezorientowany oczami.
- Pokazałeś, że umiesz sam o sobie decydować i podejmować decyzje. Stwierdziłeś, że bieganie nic ci nie daje, więc nie będziesz tego robił. Dobrze. Nie zawsze to co mówi twój przełożony jest dla ciebie i reszty zespołu najlepsze. Dlatego na misje posyłani są ludzie, a nie jakieś roboty. Wiesz dlaczego? - spojrzałem mu w oczy. Uniósł brwi nie rozumiejąc. - Bo potrafią dostosować się do sytuacji. Robotowi nie da się wymyśleć takiego programu, który przewidziałby wszystkie za i przeciw. Dobra robota. - powiedziałem.
<?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz