Spojrzałem na faceta i na zwój. Od razu wiedziałem, że będzie dym. Od gościa waliło kłopotami na kilometr... Brak słów...
- Dobra... Nie ma co czekać, chodźmy... - oznajmiłem i ruszyłem przodem.
Za mną szedł ten cały Hirato rozmawiając z "klientem", za nimi Kakashi, a na końcu Nokuto. Trwała cisza... Było już zimno i nieprzyjemnie, a wiatr wcale nie umilał podróży.
Zatrzymaliśmy się po półtorej godziny, bo ten cały Pan Tazuna się zasapał i stwierdził, że potrzebuje odpoczynku.
Irytowało mnie to jak nie wiem, ale bez komentarza zarządziłem kwadrans przerwy.
<?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz