Wyszłam po godzinie ze szpitala. O dziwo Kakashi mi towarzyszył. Pierwszy raz takie coś się stało... Czułam się dosyć niezręcznie przy nim. Zostawił mnie pod domem i wrócił na trening. Ogarnęłam się i polożyłam sie na chwilę spać. Kiedy się obudziłam było już bardzo późno. Może po 23? Nie wiem... Postanowiłam mimo to wyjść na spacer. Zrobiłam sobie ciepłą kawę, a potem herbatę. Wziełam dwa termosy, wsadziałam do plecaka i wyszłam z domu. Poszłam nad jezioro. Idąc tam spotkałam po drodze rodzinę... Dziecko uśmiechnięte...trzymało rodziców za rękę... Właśnie, trzymało ich za rękę. Nigdy nikogo nie trzymałam za rękę, ani tym bardziej mnie nie kochał. Niespodziewanie wyczułam w powietrzu zapach pewnej osoby. Był to Kakashi. Szybko pobiegłam w jego stronę. Siedział sam nad brzegiem jeziora. Podeszlam do niego.
- Cześć...- powiedziałam. Spojrzał na mnie obojętnym wzrokiem.
- Hej.- odpowiedział,
- Mogę się usiąść?- zapytalam się.
- Obojętne mi to.- odparł. Usiadłam obok niego. Położyłam obok niego dłoni termos z ciepłą herbatą.
- Trzymaj. Napij się czegoś ciepłego.- powiedziałam. Nagle nasunęło mi się jedno pytanie... Jaka była jego rodzina... Jednak bałam się zapytać... Chciałam wiedzieć jakie są ludzkie rodziny. Nigdy nie miałam takiej kochającej. Traktowali mnie jak maszynę... Na myśl o tym smutno mi się robiło, oraz zimno.
Kakashi?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz