-Dobranoc Karoku... -Uśmiechnęłam się szatańsko i wyszłam z jego domu. Chyba szedł do niego kolega, bo właśnie stanął przed jego drzwiami. Widocznie ten to też zboczeniec bo prubował mnie uszczypnąć... I chyba złamałam mu nos... Ale trudno, mnie się nie tyka... Później tak jak planowałam poszłam do fryzjera i kosmetyczki... I po małej metamorfozie wyglądałam tak...
***
Przez parę dni nie widziałam się z Karoku. Aż tu kiedyś gdy byłam w dodatkowej robocie i siedziałam za ladą i wycierałam szklanki ten usiadł sobie przy barze.
-Co podać? -Spytałam.
-Coś najmocniejszego co tu macie i ciebie.
-Już ci mówiłam że mnie nie pociągasz. -Powiedziałam podając mu szklankę.
?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz