Dopiłem swoją wódkę i usiadłem obok niej na niewielkiej kanapie.
- Podoba mi się, jak tak sarkastycznie się śmiejesz i mówisz... - wyszeptałem jej ponętnie do ucha, muskając je przy tym ustami.
- Nie znasz pojęcia przestrzeni osobistej, co nie? - mruknęła.
- Faktycznie... Nie znam... - odrzekłem z zawadiackim uśmiechem. - Masz taką słodką bluzkę, że mam ochotę cię zjeść... - dodałem.
- Jak na razie, to jesteś na dobrej drodze, żebym to ja zjadła ciebie... - oznajmiła.
- Może możesz kiedyś spróbować... Ale nic za darmo... - wymruczałem jaj do ucha, a moja dłoń spoczęła na jej udzie.
<?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz