- Długo... - odparłem.
Na ręce wskoczyła mi Biała Dama, lekko trącając mnie swoją delikatną, cudowną łapką... Rozczulony westchnąłem wchodząc w błogostan, który wymalował się na mej twarzy, by w chwilę potem znaleźć się w kuchni.
Wyjąłem z szafki magiczne kadzidełko. Jakie? O zapachu kocimiętki... Zapaliłem takie w każdym pokoju, więc moi pupile zaczęli się uspakajać, jako iż zapach unosił się w całym domu...
Usiadłem na ziemi z Kuro, czarnym kocurkiem w wieku lat trzech, na kolanach, zaczynając go głaskać. Złasiły się do mnie również pozostałe koty, jako iż najbardziej zalatywałem magicznym kocim zielem, ale wcale mi to nie przeszkadzało.
<?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz