Zastanowiłem się.
- Macie coś mocnego? Cokolwiek? - spytałem patrząc na kelnerkę.
- T-to jest kawiarnia... Nie sprzedajemnmy tu alkoholu... - odparła trochę się zająknąwszy.
Położyłem jej dłoń na kolanie, lekko głaszcząc przy tym jej nogę i patrząc w oczy. Była cała zarumieniona.
- Chyba jednak da się coś zrobić... Prawda...? - spytałem zalotniczo.
- S-sprawdzę... - wydukała cichutko i poszła speszona. Zachichotałem pod nosem.
<?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz