Kiedy na moment rozłączyliśmy nasze usta, wymruczałem:
- Nie musisz się martwić o moje zdrowie... Nie da się mnie zabić... Jestem nieśmiertelny... - oznajmiłem.
- Taaa... - przewróciła oczami.
- Nie wierzysz? - spytałem między pocałunkami.
- Dziwnym trafem nie... - odparła.
- Twoja sprawa... Ale jak chcesz, to możesz dać sobie chwilę przyjemności... - odrzekłem.
- Mogę? - zapytała, jakby chciała się upewnić.
- Gdybym ci nie pozwolił, to bym tego nie mówił... - odparłem obstawając przy swoim i wyciągnąłem do niej rękę, w zachęcającym geście.
<?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz