Jeszcze zanim się zatrzymaliśmy, kręcili się naokoło dwaj shinobi. Zarządziłem postój w możliwie najdogodniejszym miejscu, czyli na otwartej przestrzeni, żeby nie mogli zaatakować AŻ TAK z ukrycia, jakby to mogli zrobić, gdyby to był środek lasu... Jeśli chcieli zaatakować z zaskoczenia, to jedyną po temu drogą była bardzo dziwna kałuża, jako iż od dawna nie padało...
Kakashi usadowił się na drzewie na granicy, a Nokuto, Hirato i klient na środku pola na ziemi.
Nie trzeba było długo czekać, kiedy z dziwnie nienaturalnej kałuży wychynęła dwójka shinobi mgły. Sharinganem dostrzegłem ich szybciej i kiedy ruszyli na Tazunę, w jednej chwili zaszedłem im drogę, jednak myliłem się... Ich celem wcale nie był klient... Tylko Nokuto.
Trzasnęli w niego jakimś dziwnym łańcuchem, którym połączone były ich ręce tak, że to związali. Nagle kurna upadł na ziemię.
~ Że co?! I on niby ma czelność nosić rangę jonina?! Jakim cudem on ją zdobył?! ~ krzyknąłem w myślach, ale nie było na to czasu.
- Hirato, chroń Tazuny! - krzyknąłem, bo był najbardziej doświadczony, był już chūninem. - Kakashi, osłaniaj mnie! - dodałem, ale ten zamiast mnie słuchać ruszył na nich sam.
~ Dlaczego on jest takim kretynem...?! ~ warknąłem w myślach i ruszyłem na dwójkę.
Byli szybcy jak jasna cholera, ale nie wystarczająco szybcy, żeby ukryć się przed moim wzrokiem. Kiedy podpatrzyłem przypadkowo Chidori u Kakashi'ego, musiałem popracować nad swą szybkością, więc teraz nie byli dla mnie wyzwaniem... Ale oczywiście Hatake musiał strasznie zawadzać... Ciągle się pchał pod nogi i nie mogłem użyć żadnej techniki ognia, bo on tam był... Szlag... No i nagle go złapali, tak jak wcześniej Nokuto... Wszystko zastygło w bezruchu...
- Oddacie nam Tazunę, albo ten tutaj zginie... - oznajmił jeden z shinobich.
~ Jeśli zaatakuję, nie zdążę zanim go nie duszą... Jak oddam Tazunę, to zawalę misję... Ale przed moimi oczami nie uciekną... ~ pomyślałem...
- Szczycicie się swoją szybkością i współpracą, tak? - zapytałem.
- Owszem... - odrzekł ten drugi, co wcześniej był cicho.
- Więc było już taijutsu, w którym wyście się wykazali... Teraz moja kolej... - oznajmiłem i w jednej chwili w mych oczach zatańczył Sharingan o trzech łezkach. - Iatsu Sharingan...! - powiedziałem rzucając na jednego z nich koszmarną iluzję, przez co upadł na ziemię, więc drugi był na tyle zdezorientowany, że mogłem bez problemu wykorzystać ten moment nieuwagi i pojawić się za nim, po czym wykręcić mu ręce i spojrzeć w oczy.
- Genjustu: Sharingan... - powiedziałem, a ten opadł bezwładnie na ziemi. Spojrzałem na Kakashi'ego...
- Nie zawsze bycie przynętą to dobra taktyka... - rzuciłem. - Hirato, pomóż mu się wyplątać i zwiąż tych tutaj... - dodałem. Czerwonooki od razu podszedł do Kakashi'ego, a ja stanąłem przy Nokuto.
- Skończyłeś się już wylegiwać? Jeśli chciałeś popatrzeć, jak sprawiają łomot nowicjuszom, to prawie ci się udało... - rzuciłem. Nokuto usiadł patrząc na mnie, ale nie odpowiedział, tylko podszedł do klienta.
<?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz