Ściągnęły mi się brwi.
- Ktoś cię zranił? - spytałem.
- Nie... Daj mi spokój. - odparła odwracając się do mnie plecami. Westchnąłem.
- Jak uważasz... Ale jak coś to wiesz gdzie mieszkam... Jakbyś chciała pogadać, pobyć z kimś... gdzieś wyskoczyć... to ja mam czas... Nie lubię patrzeć, jak inni cierpią... - powiedziałem. Cisza. - No i dzięki, że mnie wzięłaś do siebie... Niczego nie dotykałem i nie zaglądałem do tego pokoju... - dodałem zgodnie z prawdą.
<?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz