Westchnąłem.
- Jak tam chcesz... Chociaż jak dla mnie, powinieneś być z niego dumny. I dziękować losowi, że w ogóle miałeś chociaż jednego z rodziców, bo nie każdemu dane było takie szczęście. - odrzekłem dość chłodno.
- Tylko mi nie praw morałów o docenianiu tego co się ma... - mruknął.
- A powinieneś. Później może być już zbyt późno. - powiedziałem jedynie, po czym zmieniłem temat: - Dobra. Wracamy do treningu. Spróbuj mnie uderzyć. - powiedziałem.
- Uderzyć? - spojrzał na mnie dziwnie.
- Nie, pocałować. - odparłem sarkastycznie z irytacją w głosie.
- Nie jesteś chyba pedofilem...? - spojrzał na mnie nieufnie.
- Japierdziele... - myślałem, że się załamie. - Nie gadaj tyle, tylko się rusz. - rzuciłem. W końcu poskutkowało i na mnie natarł. Był całkiem silny, ale nie na tyle, żeby w jakikolwiek sposób stać się dla mnie wyzwaniem. Posłałem go na ziemię, aż go poddusiło. Zakaszlał.
- Fuck... Co to miało być...? - zapytał obolale.
- Miałeś mnie uderzyć, a nie pogłaskać. Wstawaj. - odrzekłem. Wstał i spróbował jeszcze raz, z takim samym skutkiem.
- No ej no..! To boli...! - powiedział patrząc na mnie z wyrzutem.
- Jak cię zaatakuje obcy shinobi, to też będziesz narzekał, że boli? Może się jeszcze popłaczesz i powiesz, że się na niego obrażasz i za takie zachowanie nie dostaje się deseru, co? - mruknąłem jedynie i uderzyłem pięścią ze skumulowaną weń czakrą w ziemię tuż obok jego głowy, czego trochę się wystraszył.
- Chciałeś mnie trafić?! Oszalałeś?! - krzyknął obruszony.
- Wstawaj, bo trafię. - ostrzegłem. Wstał. - Wal. Tylko tym razem może z sensem, bo znów wylądujesz na glebie. - poleciłem.
<?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz