- Zasrany gówniarz... - burknąłem pod nosem i zjawiłem się za nim, kopiąc go od tyłu w kolana tak, że rypnął na ziemię i zanim zdążył ogarnąć co się dzieje, trzymałem go jedną ręką za ręce i nogi obwiązane niecią czakry związującą go w kabłąk, a drugą przystawiając mu kunaia do szyi.
- I kto tu jest gówno warty... Gdyby nie to, że to rozkaz i mi płacą, to już byś nie żył, smarkaczu... - oznajmiłem. - Wspominałeś coś o czasie... Tak i tak wykonam tą durnowatą misję, więc zastosuj się do własnych słów i nie marnuj mojego czasu. Jesteś tylko małym dzieciakiem, które myśli, że jest takie dobre, bo wybija się nad rówieśników. No więc pozwolę sobie cię uświadomić. Świat nie kończy się na rówieśnikach, a ty nie jesteś centrum wszechświata, górniarzu, żeby robić z siebie indywidualistę, widzącego jedynie czubek własnego jebanego nosa i przerośnięte ego. - powiedziałem nie wypuszczając go. Szarpnął się. - Nie rozerwiesz tej nici. To czysta czakra. Więc ogarnij się w końcu, bo przynosisz wstyd własnemu ojcu, który się się grobie przewraca, jak robisz z siebie takie nie wiadomo co. - oznajmiłem.
<?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz