Nudziło mnie patrzenie jak biega, więc wysłałem klona po dango. Przyniósł ich całą paczkę, więc zacząłem je jeść i zrobiłem z patyczków Wierzę Eifla. W końcu Kakashi podszedł do mnie.
- Ale jeszcze nie skończyłeś. - powiedziałem znudzony dorabiając patyczkowej Monalizie wąsy i brodę.
- Jak to? Zrobiłem 140 okrążeń. - zmarszczył czoło.
- Nie podobało się 140, więc powiedziałem, że będziesz biegał aż padniesz. Zasuwaj. - nawet nie zaszczyciłem go spojrzeniem.
- Ale... - zaczął, lecz uciąłem jego wypowiedź:
- Czego nie zrozumiałeś? Biegał, aż padniesz, czy zasuwaj? - spojrzałem na niego znudzony. Zagryzł zęby i nic nie mówiąc wrócił do biegania, a ja zająłem się robieniem Ostatniej Wieczerzy...
Biegał i biegał, wcale mu się to nie nudziło, a ja zdążyłem zrobić z patyczków 3D Bazylikę Św Piotra, cały Watykan i miliard patyczkowych replik obrazów malarzy takich jak Leonardo Da Vinci, Lorenzo Costa, Giovani Santi czy Diego Velasquez... W końcu białas rypnął na pysk nie mogąc biec dalej.
Wstałem i podszedłem do niego, pochylając się nad nim.
- Skończyłeś? - zapytałem.
- Skoń...czyłem... - wydyszał nie otwierając oczu. Westchnąłem i go podniosłem. Był tak zmęczony, że nawet nie protestował.
- Masz wodę. - podałem mu butelkę z zimną wodą. Wyżłopał całą łapczywie, wciąż dysząc niemiłosiernie.
- Opłacało się narzekać i spóźniać? - zapytałem mrukliwie.
<?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz