Poczekałem uprzejmie aż skończy, po czym trzasnąłem go z buta w pysk, aż go odrzuciło kilka metrów dalej na ziemię.
- A to to za co niby?! - warknął.
- Za twoje pitolenie. - odparłem jakby od niechcenia.
- Wal się! - niemalże gorzko krzyknął. Zjawiłem się przed nim i podniosłem go za koszulę nad ziemię.
- Słuchaj no, szczeniaku. Oczekuję od ciebie nie aż tak dużo,bo myślenia i szacunku. Dwie rzeczy. Tylko tyle. Więc przestań w końcu pyskować i zacznij korzystać z magicznego organu zwanego "mózgiem", bo kiedyś jeszcze ci się to przyda. - warknąłem.
- Na pewno nie zachęcasz mnie do współpracy okładając mnie za wszystko co zrobię! - krzyknął mi w twarz. - Mam cię dosyć! Daj mi spokój! Nie będę z tobą współpracował! Wymagasz ode mnie za dużo! Oczekujesz, że będę perfekcyjny, a jestem jeszcze geninem! - darł się, jednak przerwałem mu:
- Już wiesz jak się czuli wszyscy ci, których miałeś w dupie na misjach, bo najważniejsze było wykonanie zadania, a to, że byli od ciebie trochę słabsi i dopiero uczyli się niektórych rzeczy, cały czas skreślało ich w twoich oczach. Przykładowy Sai, twój kompan na ostatniej misji. Stracił życie, bo wymagałeś od niego za dużo. Był jeszcze tylko geninem, a ty jako Kapitan byłeś za niego odpowiedzialny, miałeś go czegoś nauczyć i w razie potrzeby ochronić. A teraz chłopak nie żyje, bo potraktowałeś go jak przedmiot, jak totalną szmatę. To co zrobiłeś nie było udowodnieniem, że znasz zasady... Było zwykłym tchórzostwem i chowaniem się za regułami, żeby tylko uchronić swój własny tyłek.
<?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz