Parsknąłem drwiąco.
- A ja mam gdzieś twój wymóg... - oznajmiłem i wstałem.
- Czyli postanowiłeś uciec? A niby taki dobry... Uchiha i w ogóle, a tchórzy jak jakiś szczeniak... - rzucił za mną.
- Zwyczajnie nie jestem zainteresowany twoją propozycją... Więc daruj sobie... - odparłem wkładając ręce w kieszenie, idąc spokojnie mostem, nawet się do niego nie odwracając.
- Ignorant... Żaden z ciebie shinobi... - mruknął. Wtedy pojawiłem się za nim.
- Mówiłeś coś? - spytałem patrząc mu lodowato.
- Że żaden z ciebie shinobi... - powtórzył.
- Nie pyskuj, bo się spocisz... - rzuciłem z pogardą i drwiną.
- I z wzajemnością... - odparł brnąc w zaparte.
- Uważaj lepiej na słowa... - syknąłem jeszcze i ruszyłem w swoją stronę.
- Jednak uciekasz... Tchórzu... - zadrwił.
- Mówisz o sobie? Jakie to przykre... - zaśmiałem się pogardliwie i drwiąco. Zanim zdążył odpowiedzieć, zwyczajnie byłem zbyt daleko, by móc go usłyszeć.
Wróciłem do mieszkania dopiero po dłuższym czasie, kopnąłem się jeszcze na poligon potrenować, więc stanąłem w progu dopiero około 22:30, więc było ciemno jak w grobie. Poszedłem się ogarnąć, umyć włosy i tak dalej, po czym w dresach i luźnym T-shircie poszedłem do kuchni. Zdjąłem z regału książkę, którą zacząłem czytać ostatniego wieczoru, po czum usiadłem na kanapie w salonie, zagłębiając się w lekturze...
Położyłem się w okolicy północy, bo skończyłem czytać, zgasiłem światło i zasnąłem.
Jednak jak co noc męczyły mnie niekończące się koszmary, z których nie mogłem się wydostać...
Nad ranem poderwałem się gwałtownie do pozycji siedzącej dysząc cały spocony i trzęsący się z przerażenia... Złapałem się za głowę, próbując ograniczyć drżenie szczęki, jednak nie za bardzo mi szło...
Minęło dobre pół godziny, nim przestałem drżeć jak parkinson i zacząłem w miarę normalnie funkcjonować. Nie fatygując się śniadaniem poszedłem na poligon trenować. Musiałem odreagować piekło tej nocy.
Byłem w trakcie treningu taijutsu, kiedy poczułem na karku dreszcz. Ktoś na mnie patrzył. Zatrzymałem się i odwróciłem. Znów ten cały Kakashi. Stał pod drzewem z drugiej strony polany, a kiedy napotkał wzrokiem moje spojrzenie, ruszył w moim kierunku.
<?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz