Siedziałem na pomoście nad jeziorem patrząc w wodę... Zawsze kiedy tu przechodziłem, w mojej głowie odzywały się wspomnienia, przez które byłem teraz tym, kim byłem... Ale kiedy byłem sam nie starałem się ich odganiać. Im bardziej męczyły mnie za dnia, tym bardziej byłem na nie gotowy w nocy.
Patrząc na nieruchomą taflę wody, w której odbijała się moja twarz i ramiona, zobaczyłem pojawiającą się drugą postać... Był to ten białowłosy chłopak, z którym chodziłem jakiś czas do Akademii... Ale nie pamiętam jego imienia...
- Zawsze tu siedzisz... - odezwał się. Miał beznamiętny głos. Podobnie wyprany z uczuć co mój, chociaż jego był bardziej gładki, raczej znudzony, w trakcie kiedy mój bardziej zakrawał o obojętny, a wraz z rosnącą irytacją zaostrzał się.
- Chcesz czegoś? - zapytałem tylko bez zainteresowania, nawet nie podnosząc na niego wzroku, wciąż wbijając go w wodę, która lekko się zmarszczyła pod wpływem jesiennego wiatru. Było już dość zimno. W końcu listopad.
- Nic szczególnego... - odrzekł składając obok mnie, nie pytając o zgodę. Lekko się skrzywiłem, ale nic nie powiedziałem w tym temacie, odsuwając się trochę, żeby nie rypnąć do wody.
- To ty jesteś tym jedynym, co został z Uchiha, co nie? - zapytał bez ogródek, patrząc gdzieś na drugą stronę jeziora.
- Owszem. - rzuciłem krótko. Nie lubiłem o tym rozmawiać.
- Ja jestem Kakashi Hatake. - przedstawił się.
- Aha. - nie zainteresował mnie wcale. - Jest już zimno... Zaraz będzie ciemno... Wracaj do domu czy coś... - dodałem z lekką niechęcią.
Patrząc na nieruchomą taflę wody, w której odbijała się moja twarz i ramiona, zobaczyłem pojawiającą się drugą postać... Był to ten białowłosy chłopak, z którym chodziłem jakiś czas do Akademii... Ale nie pamiętam jego imienia...
- Zawsze tu siedzisz... - odezwał się. Miał beznamiętny głos. Podobnie wyprany z uczuć co mój, chociaż jego był bardziej gładki, raczej znudzony, w trakcie kiedy mój bardziej zakrawał o obojętny, a wraz z rosnącą irytacją zaostrzał się.
- Chcesz czegoś? - zapytałem tylko bez zainteresowania, nawet nie podnosząc na niego wzroku, wciąż wbijając go w wodę, która lekko się zmarszczyła pod wpływem jesiennego wiatru. Było już dość zimno. W końcu listopad.
- Nic szczególnego... - odrzekł składając obok mnie, nie pytając o zgodę. Lekko się skrzywiłem, ale nic nie powiedziałem w tym temacie, odsuwając się trochę, żeby nie rypnąć do wody.
- To ty jesteś tym jedynym, co został z Uchiha, co nie? - zapytał bez ogródek, patrząc gdzieś na drugą stronę jeziora.
- Owszem. - rzuciłem krótko. Nie lubiłem o tym rozmawiać.
- Ja jestem Kakashi Hatake. - przedstawił się.
- Aha. - nie zainteresował mnie wcale. - Jest już zimno... Zaraz będzie ciemno... Wracaj do domu czy coś... - dodałem z lekką niechęcią.
<?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz