Przyszedłem trochę zmulony, bo wieczorem przyszedł Nokuto i trochę się rozpędziliśmy, no a ta brunetka z klubu była zajebista i dała się zaprosić na noc, no i wyszło jak wyszło, obudziłem się z ciężką głową, cholerny kacem, no a dziewczyny nie było... Jednak stawiłem się na poligonie punktualnie, jako iż nie tolerowałem spóźnień, więc sam również się nie spóźniałem.
- Magiczna gra. - odrzekłem na zadane przez Kakashi'ego pytanie.
- A co to znaczy? - spojrzał na mnie trochę dziwnie.
- Mam takie oto dzwonki. - pokazałem mu dwa dzwoneczki na sznurkach. - Twoim zadaniem jest mi odebrać chociaż jeden do popołudnia. Chciałem żebyś zjadł porządne śniadanie, bo się nalatasz. - powiedziałem. Było jasne, że nie da rady mi ich odebrać, było to możliwe dla geninów jedynie w drużynie, gdyby działali jak zgrany zespół. Sam nie da rady. To miała być lekcja, że nie wszystko może zrobić w pojedynkę.
<?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz