W końcu wlazł.
- Na dół. - zakomenderowałem nawet nie podnosząc wzroku znad swojego truskawkowego ciasta, tylko z wielkim zainteresowaniem oglądałem jego kawałek na widelcu, by po chwili włożyć go do ust i zamyślić się nad jego smakiem oraz fakturą.
- Po co? - zapytał.
- Na dół. - powtórzyłem tylko.
- Ale po co? Co mi to da? - obstawiał przy swoim.
- Trzeciego razu nie powtórzę, tylko zwyczajnie skpię cię na dół. Schodzisz sam czy mam ci dopomóc? - zapytałem biorąc kolejny kawałek ciasta na widelec. Zszedł na dół i zaczął się wspinać od nowa.
Kiedy znów był na górze, kanałem mu powtórzyć ćwiczenie i tak w kółko chyba z dziesięć razy. Był skatowany.
- Siadaj. - powiedziałem i sam usiadłem na ziemi. Usiadł. - Wiesz co to mandala? - zapytałem.
- Nie. - odparł patrząc na mnie dziwnie.
- Bardzo szczegółowy obraz na sypany z kolorowego piasku w kulturze bodajże buddyjskiej, który wykonują mnisi. - wyjaśniłem.
- No i po co mi to mówisz? - zapytał rozcierając obolałe dłonie.
- Pójdziesz teraz na samą górę Monumentu i zrobisz taką mandalę. - odrzekłem dając mu do ręki kartkę A4 z okrągłym rysunkiem mandali z pierdyliardem szczegółów, który narysowałem w między czasie.
- Po kiego mam to zrobić?! - obruszył się.
- Rusz dupe zamiast pierdolić... - rzuciłem tylko. Wstał i zaczął się wspinać, w trakcie kiedy ja poszedłem schodami i oczywiście byłem na górze pierwszy.
Wskazałem mu miejsce gdzie ma zrobić tą mandalę i dałem woreczki z rozkruszoną kolorową kredą. Zaczął tworzyć.
Jednak był wiatr, więc cały czas mu się ta mandala rozsypywała. Za trzecim razem się zirytował.
- Po co mam robić jakiś durny obrazek z piasku?! - wydarł się. - Przed tej jebany wiatr cały czas się rozwala!
- Nie interesuje mnie to. Masz wykonać tą mandalę. Mam gdzieś ile ci to zajmie i jak bardzo ci to nie pasuje. - odparłem.
Sypał i sypał tą kredę chyba ze cztery dni, ale mojej mandali nie usypał. W końcu, po tygodniu, udało mu się, bo nie było wiatru.
- Skończyłem. - powiedział. Wstałem i podszedłem. Obejrzałem jego "dzieło". Było całkiem całkiem... Klęknąłem i zdmuchnąłem kredę, niszcząc mandalę.
- CO TY ROBISZ?! TYDZIEŃ ROBIŁEM TEN ZASRANY OBRAZEK! - wydarł się.
- Nie wspomniałem o tym, ale po ukończeniu mandali, mnich wrzuca piasek do rzeki, niszcząc ją w ten sposób. - powiedziałem.
- PO HUJA?! - wrzasnął.
- Na znak ułomności człowieka. - odrzekłem.
<?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz