Pokiwałem głową na słowa Hokage, a mój towarzysz zrobił to samo.
- Czyli mam rozumieć, że moim pierwszym zadaniem po opuszczeniu ANBU jest sprawowanie opieki nad jakimś smarkaczem z niedorozwojem społecznym? Zajebiście... - westchnąłem nieco znudzony.
- Nie w tym rzecz. Nie jest, jak to ująłeś, "niedorozwojem społecznym"... Zwyczajnie, jak wiesz, został przykro doświadczony przez los, który ukształtował jego charakter w nieco spaczony sposób. Chciałbym, żebyście obydwu tym chłopcom pokazali, że da się współpracować. - odrzekł spokojnie Hokage.
- Jak zwał tak zwał. Jeden pies. Zajmowanie się smarkaczami to dalej zajmowanie się smarkaczami. Nie ważne jakie da św do tego tło. - machnąłem ręką lekceważąco. - Dobra... Mniejsza o to... Mogę dostać kartę tego całego Księciunia Indywidualisty? - uniosłem brwi.
- Oczywiście. - Minato podszedł do szafy i zaczął szukać wzrokiem odpowiedniego segregatora, by po kilku chwilach wręczyć mi teczkę z danymi owego "Kakashi'ego Hatake".
Porzuciłem po tym wzrokiem, co ważniejsze to zapamiętałem, co mniej ważne, np kolor oczu, zwyczajnie pominąłem...
- Zajmę się nim, ale niczego nie obiecuję... Nie mam ręki do dzieci. - oznajmiłem oddając kartotekę, którą Namikaze odłożył na miejsce.
<?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz