Zerknąłem na zwój... Masakra... Pokiwałem głową wzdychając i unosząc brwi ku górze.
- Życzę więc powodzenia. - uśmiechnąłem się trochę złośliwie.
- Dzięki wielkie... - mruknął Nokuto przewracając oczami i krzywiąc się. Poklepałem go po ramieniu.
- Nie ma za co. - wyszczerzyłem sztucznie białe kły. - Napijesz się czegoś? - zapytałem. - Mam dobrą szkocką... - dodałem mrużąc sugestywnie brwi.
- Nie... Dzięki... Muszę być trzeźwy, bo mam jeszcze kilka spraw do zrobienia... - westchnął.
- Jak uważasz. - wzruszyłem ramionami. - Jak twój trening z Panem Ego-Gburem? - zapytałem zakładając ramiona za głowę.
- Jest całkiem zdolny, chociaż strasznie ponury i nie wykazuje chęci do resocjalizacji... A jak u ciebie? - zapytał patrząc na mnie.
- Białas jest uparty jak jasna cholera i ni w ząb mu coś przetłumaczyć. To prawda, jest dobry jak na swój wiek, ale nie czyni go to pępkiem świata... Nie zdaje sobie sprawy z tego, że zasady i to całe gówno to nie wszystko, co się w życiu liczy, więc pokazałem mu, jak to jest być traktowanym przedmiotowo... - odrzekłem zamykając oczy.
- Dałeś mu wycisk? - zapytał.
- Dokładnie. - skinąłem głową.
<?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz