Wczesnym rankiem obudziły mnie pierwsze promienie słońca wpadające do mojego pokoju.
Leniwie otworzyłam oczy wstając z łóżka, nie miałam dziś ochoty na żadne głupoty.
Stanęłam przed lustrem patrząc na swoje odbicie,miałam dziś bardzo zły humor.
Zeszłam na dół wchodząc do kuchni, kobieta która się mną opiekowała,
pewnie była na jakimś spotkaniu, bo o dziwo w domu było bardzo cichutko.
Zjadłam śniadanie następnie wychodząc z domu, rozejrzałam się po okolicy.
Wszędzie było cicho i pusto, dziwiło mnie to w końcu o tej godzinie powinno być tu dużo ludzi.
Westchnęłam głóśno idąc przed siebie, im dalej szłam tym więcej ludzi mogłam zobaczyć.
Ci oczywiście patrzyli na mnie tak jak zawsze, bali się mnie oraz nienawidzili.
Nie rozumiałam dla czego tak jest, przecież nic im nie zrobiłam.
Mając dość tego wszystkiego spuściłam wzrok zaczynając uciekać.
Nie uciekałam ze strachu, lecz uciekając przed tym podłym wzrokiem.
Byłam zła na nich i na siebie, nie mogłam znieść tego ich podłego wzroku.
W tedy właśnie w kogoś uderzyłam, upadłam na ziemię podnosząc zapłakany wzrok.
-Przepraszam .... szepnęłam wstając z ziemi.
Szybko wyminęłam osobę w którą uderzyłam, uciekając stamtąd.
Uciekłam do lasu tam zostałam dosyć długo by odpocząć i trochę się uspokoić.
Wieczorem wyszłam z lasu, po woli wracając do domu.
Wtedy właśnie znów wpadłam na chłopaka którego spotkałam rano.
Przyjrzałam się jego twarzy delikatnie się uśmiechając.
-Wybacz, jakoś dziś mam pecha i wpadam na wszystkich.
Mówiąc to delikatnie się uśmiechnęłam, drapiąc się po głowie.
<Ktoś chętny ?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz