Chciałem sobie w spokoju potrenować, ale nie. Oczywiście genialny Kakashi musiał się rzucić z mieczykiem na jeszcz genialniejszego Hokage Czwartego, którego uśmiech i wyrozumiałość przyprawiały mnie o odruch wymiotny. Niezadowolony i zirytowany podszedłem bliżej nich i kiedy Hatake znów się zamachnął, zablokowałem jego cięcie kunaiem z przepuszczoną przezeń czakrą i złapałem za nadgarstek. Na chwilę zarówno on jak i Hokage jak i ja staliśmy w milczeniu w bezruchu, a ja i białowłosy patrzyliśmy sobie w oczy.
- Jak chcecie sobie hałasować i przeszkadzać ludziom w treningu, to pobawcie się kawałek dalej. Niektórzy starają się robić coś prouktywnego. - powiedziałem lodowato, cały czas patrząc w oczy Kakashi'ego, który widocznie się wkurzył, że a) przerwałem jego "walkę" z Minato i b) twierdzę iż to co robi jest jakimś kretynizmem.
- Rzucać się na Hokage wciąż będąc tylko geninem, nawet dla osoby istnie genialnej jest jakimś ostatnim aktem głupoty... Jak chcesz walczyć z kimś na poważnie, odbieraj przeciwników dopasowanych do swojego poziomu, a nie się popisujesz waląc od razu na taką grubą rybę... Zero pomyślunku... - oznajmiłem puszczając jego rękę, jednak nie spuszczając z niego wzroku.
<?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz