Splunąłem na ziemię.
- Możesz mnie w dupe pocałować...! Ty, Czwarty, Kakashi i cała reszta! Mam Was wszystkich dosyć! - warknąłem wściekle.
- Dzięki za informację. - rzucił jedynie i usiadł sobie pod drzewem kilkanaście metrów dalej. Zagryzłem zęby i zacisnąłem powieki. Oczywiście jak tylko zamknąłem oczy, zobaczyłem ciała rodziców i stojącego nad nimi JEGO...
Warknąłem głucho sam do siebie, po czym zmieniłem w wilka i zacząłem się szarpać, by w końcu, po czterdziestu minutach, przegryźć naruszony moim szamotaniem się drut i ruszyć przed siebie.
Miałem serdecznie dosyć tego wszystkiego. Ich wszystkich. Chciałem być sam...
Siedziałem na szczycie Monumentu z nogami podciągniętymi pod brodę. Miałem pokrwawione dłonie i nogi, przez kilka godzin napierdalałem w głazy, przez co zmasakrowałem sobie kończyny, których już zwyczajnie nie czułem. Musiałem się wyżyć. Dać ujście swojej nienawiści, goryczy, wściekłości...
Wtedy poczułem kogoś za sobą. Nie było wielką filozofią poznanie go po zapachu.
- Zostaw mnie... - powiedziałem cicho nie podnosząc głowy z kolan, przez co mój głos był tłumiony.
<?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz